• Wpisów:23
  • Średnio co: 43 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 23:06
  • Licznik odwiedzin:2 940 / 1038 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
No cóż, było miło, ale sytuacja się zmieniła. Można to porównać do sytuacji sześcio letniego dziecka, które zgubiło się w supermarkecie. Niby wie gdzie jest, a i tak ni chuja się nie odnajdzie i będzie błądziło w labiryncie sklepowych półek rycząc bezsilnie, póki ktoś go nie zaprowadzi za rączkę w bezpieczne miejsce.

Wstajesz idziesz siedzieć z dziećmi, bo za to ci płacą, wracasz, siedzisz przed komputerem, kombinujesz żarcie, czytasz, znowu siedzisz przed monitorem, koło 2 decydujesz, że idziesz spać, przewracasz się jakiś czas, aż w końcu zasypiasz i 4 godziny później wstajesz znowu z jeszcze gorszym humorem niż dzień wcześniej. Cykl powtarzalny. W między czasie twój facet i znajomi zdążą zarzucić cię milionem wiadomości, jak to okropnie się ostatnio zachowujesz, że nie odpowiadasz. NIE MAM JUŻ SIŁY.

Uświadomiłam sobie parę rzeczy, jednak główną z nich jest to, że wszyscy ci ludzie byliby bardziej zadowoleni beze mnie. Czuję się jak jebana egoistka, bo mam w głowie taki mętlik, że nie jestem w stanie nawet rozmawiać, a to jest dla wszystkich uciążliwe i męczące. Kula u nogi, as always... Jestem wściekła na siebie, mam wszystkiego dość i znów wylewami moje żale i bóle w internecie zamiast się ogarnąć. Brawo.

Przepraszam za tak bezsensowny wpis, ale musiałam to gdzieś wyrzucić. Jutro zamelduję się z czymś wartościowym i dającym siłę do życia... Mam nadzieję.

  • awatar Precious Time: Uczucie zagubienia jest straszne; czy mogę Ci jakoś pomóc?? Ale chcę mocno podkreślić, że to nie jest prawda, że "że wszyscy ci ludzie byliby bardziej zadowoleni beze mnie.". Zdecydowanie nie. Kochamy Cię mocno, prowadzisz świetnego bloga, uwielbiam Twoje wpisy! :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Stach jest naszym wrogiem, największym przeciwnikiem, najsilniejszą przeszkodą, którą tak ciężko jest ominąć...

Jest człowiek, którego darzę ogromnym uczuciem. Jest on dla mnie podporą, dba o mnie i o to bym była szczęśliwa, jest moim skarbem i najbliższą mi osobą. Znam go krótko, niecały rok, jednak wiem, że jest dobrym człowiekiem, któremu można ufać.

Tyle razy mówił, że kocha, ale go odrzucałam, pomimo że również go kochłam i kocham nadal. Chciał przenieść nasze relacje na inny poziom, odmawiałam. Bałam się. Bałam się, że odejdzie, że znowu zostanę sama, że kiedy pozwolę mu zbliżyć się jeszcze bardziej uzależnie się od niego i nie będę mogła żyć bez jego obecności.Mimo to, że go odpychałam, on trwał przy mnie. Nie nalegał, nie był namolny. Po prostu był, pomimo, że moje zachowanie sprawiało mi ból. Cierpieliśmy oboje, on przez mój strach, ja z powodu jego cierpienia. Błędne koło. Czy nie można się było dogadać? Otórz można było, jednak strach był silniejszy niż wszystkie uczucia. Ślepo szłam za rozumem, ignorując głos, a wręcz krzyk, mojego serca.
Zaczęliśmy się od siebie oddalać. Praktycznie nie rozmawialiśmy. Słyszałam od ludzi, że on cierpi, że mnie kocha, że chce być ze mną. Bolało. Jednak szłam w zaparte, mówiąc, że mam to w dupie i tym sposobem raniąc jeszcze bardziej i siebie i jego.

Teraz jesteśmy razem. On akceptuje mnie taką jaką jestem, ze wszystkimi moimi dziwactwami, bliznami i problemami. Wspieramy się wzajemnie i cieszę się, że doszliśmy do porozumnienia. Jednak ile przed tym musieliśmy przejść? Ile wycierpieć? A dlaczego? Przez mój głupi strach.

Dlatego właśnie uważam, że czasami jednak warto iść za głosem serca, mimo, że często zawodzi. Nie powinno się pozwalać, by strach panował nad naszym życiem i postępowaniem,należy korzystać z szans, które daje nam los i robić to co daje nam szczęście. Nie zamykajmy się w sobie, ludzie krzywdzą, ale zdarzają się tacy, którym naprawdę na nas zależy i czasami warto odrzucić obawy, nawet jeśli jest to ciężkie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Po 173 dniach powracam z nową myślą. Wyszłam z tego. Tego, czyli obsesji na punkcie bycia szczupłą. Tego, czyli liczenia tych jebanych kalorii. Tego, czyli głodzenia się. Anemia, zła kondycja fizyczna, wszystko odeszło. Pomimo, że dalej nie czuję się w swoim ciele dobrze i czasami mam ochotę powrócić do stanu przed zmianą, tego cudownego uczucia pustki w żołądku i liczenia kalorii, nie pozwalam sobie na to.

Z rodziną jak z rodziną, coraz gorzej, tylko słucham jaka to jestem okropna, chamska, leniwa i głupia, jaką jestem idiotką i że żaden mnie nie zechce z takimi bliznami. I super.

Po wakacjach zmiana otoczenia, szkoły, ludzi. I dobrze, nie boję się. Nie zaakceptują mnie? Trudno. Ludzie mają iść za mną, nie ja za nimi. Brzmi to egoistyczne, nawet trochę narcystycznie, wiem. Ale to jedyny sposób żeby oddzielić tych, którym na tobie zależy, od tych, którzy chcą cię tylko wykorzystać. A możecie mi wierzyć, za prawdziwym przyjacielem dosłownie skoczyła bym w ogień.

Odnalazłam swój styl, swoje powołanie i pasję. Prze te 173 dni wiele się zmieniło. I mimo, że dalej nie jest idealnie i przebłyski mojej depresji dalej są widoczne, jest lepiej. Nie spodziewałam się, że kiedyś może znowu być na tyle dobrze.

Mam nadzieję, że u każdej osoby nastąpi kiedyś taka zmiana. Pamiętajcie, najważniejsza jest nadzieja i chęć

 

 
Jestem taka dumna, koleżanka o której pisałam zdecydowała się pójść ze mną do wychowawczyni, ta zaprowadziła nas do psycholog szkolnej, a tam moja koleżanka odbyła rozmowę i wyznała co ją męczy i umówiła się, że przyjdzie znów we wtorek. Oczywiście były pytanie gdzie zniknęłyśmy, ale nawymyślałam głupot o pielengniarce i nie pytali. Martwię się tylko o wtorek, bo ma zwolnić się z lekcji, a wtedy zaczną pytać. Coś się wymyśli, ważne że zrobiła pierwszy krok.

Mój bilans z wczoraj:
Śniadanie: Pół kanapki z twarożkiem: 200kcal
II Sniadanie: Banan-114kcal
Obiad: Pół kawałka gotowanego schabu- 90 kcal
Kolacja: pół bułki z wędliną-200kcal
Bez posiłku: Kawa rozpuszczalnej z mlekiem- nie wiem ile ale pewnie z 70kcal i pół pierniczka-45kcal
Razem:719/900kcal

Żadnych ćwiczeń, bo naciągnęłam mięśień i ledwo chodzę...
 

 
Dobra, zdecydowałam, że przez miesiąc próbuję lecieć na 900kcal i codziennie poza wf, treningami siatki i nogi i turniejami conajmniej 40 min ćwiczeń. Nie lubię mięśni, ale spróbuję jakiś fat burning i coś na brzuch, a przez miesiąc i tak kaloryfera nie wyrobię. Tak jak teraz zdarza mi się skubnąć jakiegoś ciastka, czy cukierka to teraz koniec. Z Pro-Aną się nie zaprzyjaźnię, ale chce być chuda. Moje plany na najbliższe 3 miesiące to zejść z kcal do 700 i zrzucić conajmniej 2-3 kg. Do końca roku chciałabym zobaczyć magiczne 38 na wadze. Tylko jest jeden problem, nie jadam czerwonego tłustego mięsa, od czasu do czasu kurczaka z grila i tyle, przez to dorobiłam się anemi i wpychają we mnie jeszcze więcej. Ale chuj, dam radę. Teraz już z miesiąc mi się okres spóźnia, ostatnio było dwa więc jeszcze nie jest źle.

Dalej żyję, z nikim nie rozmawiam praktycznie. To znaczy śmieję się i przebywam z ludźmi, ale prawdę mówiąć najchętniej bym im wpierdoliła i poszła. Wkurw na wszystko, od rana łzy w oczach, nikt nie widzi i to się chwali, jest ok. Dzisiaj nas zwolnili z ostatniej lekcji, babka od angielskiego jest na zwolnieniu do końca roku, więc będzie jakaś nowa.

Idę na 16 na angielski, muszę jeszcze napisać pracę, też mam refleks... Wrócę poćwiczę i pójdę spać. Matki nie będzie bo pójdzie chlać z koleżankami to będę miała spokój.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie piszę bilansu, zwyczajnie mi się nie chce. 922kcal, pierdolony obiad. Nie mogę się usprawidliwiać, bo mogłam nie jeść nic pozatym co mi wcisnęli na chama. Z ćwiczeń MelB brzuch i coś z gównianego treningu Ewy Chodakowskiej, "turbo spalanie". Za dużo się nawpierdalałam, a za mało ćwiczyłam. Posprzątałam w szafach, wypierdzieliłam część ubrań, zdjęłam wszystkie gówniane świąteczne dekoracje, przemyłam kotu szwy i zrobiłam zastrzyk, pozatym siedziałam jak ta dupa wołowa zamiast wyjść na spacer czy zrobić cokolwiek porzytecznego.

Jestem dzisiaj wściekła, na wszystko, ale zwłaszcza na siebie. Przepraszam za przekleństwa, ale jestem wulgarna i nie będę tego cenzurować, nawet 8-letnie bachory klną, więc nie ma to sensu.

Jutro znowu do szkoły. Zaczną się żale, jak to im nie jest źle, bo "zakochały się" w ósmym chłopaku w tym miesiącu i kolejny dał kosza. No kurde, czy one mają po 8 lat? Albo jakie to one nie są biedne, bo im mama nie pozwala nowych butów kupić albo tata kolczyka zrobić. Straszny problem. Denerwuje mnie to. Albo to ich, o kocham cię, jesteś moją najlepszą przyjaciółką, a chwile potem pierdolą, jak to ona się nie ubrała, jakich to ona nie ma ocen, jaka to ona nie jest głupia. Cholerna dwulicowość, opierdalam równo, ale nigdy nie dociera. Pierdolone lalunie. Dlatego spędzam coraz więcej czasu z chłopakami, oni sobie przynajmniej dadzą po ryju i się pogodzą, a jak nie to zwyczajnie oleją, a nie będą miesiącami wymyślać coraz lepsze historie, żeby tylko dowalić. Chociaż w dzisiejszych czasach...

Kończę ten masakrycznie nudny, pełen wulgaryzmów i frustracji wywód na temat moich zdegenerowanych rówieśników...

Wczoraj po raz 3 obejrzałam salę samobójców. Kocham ten film, wszyscy tak go zjechali, a mi się podoba. Roma, moja ukochana polska aktorka, Jakub, ulubiony polski aktor. No lubię całą obsadę, fabułę, piękny film. I nie rozumiem dlaczego tak go zjechali. Mniejsza z tym.

Na jutro mam ścisły jadłospis i zamierzam się go kurczowo trzymać. Mam nadzieję, że się uda. Na szczęście mam angielski po lekcjach, więc nie będzie mnie w domu. Strasznie się męczę. Gdybym miała na tyle odwagi to spierdoliłabym z tego świata. No cóż.

Moja znajoma ma od dwóch lat głęboką depresję, nie umiem jej pomóc. Ona nie chce rozmawiać, przestała chodzić do szkoły, nie wychodzi z domu, przed nikim się nie otwiera, dba o całą rodzinę, tylko nie o siebie. Jej brat ma nerwicę, też nie wychodzi z domu. Ona nie chce iść do specjalisty, bo musiałaby powiedzieć mamie, a nie chce jej martwić. Ja do niej piszę, próbuję rozmawiać, ale nic to nie daje. Gadać na żywo nie chce, pisze mało, nie chce mówić prawdy. Nie wiem co robić. Cały czas o niej myślę, ale samym myśleniem i pisaniem nic nie zdziałam. Myślałam żeby iść do jej mamy i jej powiedzieć, ale nie wiem jak ona zareaguje, bo przecież jej nie znam. Nauczycielki się wkurwiają, jest nieklasyfikowana z historii, babka od matmy kurwicy dostaje, ja próbuję to załagodzić, usprawiedliwiam ją, ale to już mało daje. Jeżeli nic nie zrobię, to ona zostanie drugi rok w klasie, zamknie się kompletnie w sobie i co wtedy? Zabije się? Nie mogę do tego dopuścić, nie mogę, po prostu nie mogę. Muszę z kimś o tym porozmawiać, muszę to przemyśleć i coś poradzić. Nie dam rady, jestem za słaba, ale będę próbować, nie pozwole jej umrzeć, nie dam jej się poddać.
 

 
Przytyłam, znowu...

Byłó 42kg jest 43kg, no ku*wa, żeby tak spier*lić... Ani więcej nie jadłam, bo zamykałam się w 800kcal, dużo piłam, ale... Mało ćwiczeń. Praktycznie w ogóle przestałam ćwiczyć. Cholera. Muszę się za siebie znowu zabrać. Za duże wachania wagi, u mnie w ciągu 48h zmienia się to czasami nawet o kilogram, to irytujące. Dawno nie ćwiczyłam, ale za to wróciła stara przyjaciółka... I nawet przyniosła nowe blizny A więc bardzo pozytywnie przez te 4 dni. Jestem na siebie wściekła, wszystko mnie wkurwia, od środy przechodzę na góra 700kcal, nie, czemu od środy, od jutra. Dzisiaj było 938kcal, porażka po całości, policzyłam to i aż się słabo robi. TYlko do szkoły poszłam... Tacy nieudacznicy nie powinni istnieć. Cholerna dziwka, zero siły woli. Siedzę i piję wodę, jutro też, aż do obiadu. Bo jest znowu dzień wolny i czeka mnie "miły obiad z rodziną". Czyli wciskanie jedzenia za wszelką cenę, bo "będziesz jak kościotrup wyglądać".

Muszę się pomierzyć. Wzrost i wszystkie obwody, dzisiaj jeszcze ćwiczenia przede mną więc idę ćwiczyć. Mam ochotę napisać tutaj o czymś co mnie męczy i zastanawia od pewnego czasu, ale to może wieczorem...




 

 
Juhu, już prawie dwie godziny w roku 2015! A ja co? Siedzę w pustym mieszkaniu z dwójką śpiących dzieci i piję cydr(nie mam 18-tki, ale w mojej rodzinie to normalne, że od 9 dzieciaki popijają). Podobno jaki sylwester, taki cały rok. Super.

Mam postanowienia, od cholery postanowień, ale nie wiem czy jestem w stanie je ppkazać, napewno nie wszystkie...

Życzę wam wszystkim szczęścia w nowym roku, wytrwałości w dietach i postanowieniach oraz ogólnej siły do życia, żeby wam się przestało na głowe sypać i żybyście w końcu zaczęły żyć <3






 

 
Jestem zmęczona. Od kilku dni źle się czuję, wszystkim się męczę, mdli mnie, przy każdym gwałtownym ruchu kołuje mi się w głowie. Wstanę po 9 i słyszę, że jestem leniwą gówniarą. Mam iść załatwić naprawę komputera, przekładam spotkanie ze znajomą, jest źle, matce nie pasuje,bo kurwa "odstawiam sceny" mówiąc, że przełożę, bo nie ma sensu spotykać się na pół godziny. Wracam do domu, zapierdalam z kotem po weterynarzach, a kot? Kot rozlizał szwy. I weź go tu ubierz w strój ochronny... Prosisz o pomoc, krzyk. "Nie męcz tego zwierzęcia! Ja jej nie będę trzymał! Nie siej paniki bachorze!". Tak, zajebiście, niech kurwa zdechnie od zakażonej rany. Siedzę na zimnych kafelkach, pilnuję żeby się nie lizała, jest "Nie siedź tu! Daj jej spokój! Nie tak robisz! Matka jakoś potrafi ją ubrać!".I tak w kółko...

Albo, "Żryj! Głupia anorektyczka! Idiotka chce jak te wieszaki wyglądać!W głowie jej się poprzewracało!".

Jutro zamiast iść gdzieś ze znajomymi zajmuję się dziećmi, bo chcę odciążyć babcię i matkę, ale pewnie i tak będzie pretensja. Jak zawsze.

Na szczęście, po ryju już nie dostaję, bo matka i babcia są teraz ode mnie niższe i słabsze, a dziadek nigdy nie uderzy kobiety. On jst jedyny dosyć normalny, poza pierdoleniem jaka to ja jestem okropna od czasu do czasu raczej ma ze mną najlepszy "kontakt".

Ja wiem, jestem tylko narzekającą gówniarą, ludzie mają milion razy gorsze problemy, ale ja nie narzekam w realu, tam jestem zadowolona z życia i staram się spełniać wymogi rodziny i otoczenia. Przepraszam wszystkich, którzy przeczytali to do końca, za to, że rozczarowałam ich tak nudnym wpisem, ale gdziś muszę to wszystko wyrzucać...
  • awatar OfDead: Wiem jak to jest. Cóż ja mogę powiedzieć... Ludzie to kur^y, a my płacimy cenę za życie. Niezbyt przyjemne, ale tak już jest... Trzymaj się
  • awatar Meggie & Natii: Smutne :\ ~Q
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przeczytałam dziś do końca książkę pod tytułem "Marina" hiszpańskiego pisarza Carlosa Ruiza Zafona. Książka wciągnęła mnie od pierwszych stron, ale nie spodziewałam się aż tak miażdżącego zakończenia.

Ostatnie 80 stron przepłakałam. Siedziałam i płakałam jak głupiec. Ta książka wywróciła mój sposób myślenia do góry nogami. Jest to książka którą zaliczyłabym raczej do gatunku fantastyki, jednak wątek łączący bochaterów, wypowiadane przez nich słowa, wspomnienia i wszystko co jest tam ukazane zniszczyły doszczętnie moją zgorzkniałość i zacięcie w pewnych sprawach. Nie mogłam się uspokoić przez bite 1,5 godziny. Ta książka mnie rozbroiła.

Spojrzałam jakoś tak inaczej i stwierdzam, że muszę zapanować nad swoim życiem, bo wiele się może jeszcze zdarzyć, wiele mogę zyskać i wiele stracić, mogę żyć, a chwilę potem odejść i muszę zacząć to rozumieć i doceniać. Muszę zwalczyć tchórzostwo, żeby później nie żałować swoich wyborów. Muszę zacząć żyć.
  • awatar pure b0mb: Też często doznaje olśnienia po przeczytaniu jakiejś dobrej książki ale, niestety bardzo szybko mi ono przechodzi ')
  • awatar BlackCandy: @OfDead: Polecam ;) Nie wiem czy zadziała tak jak na mnie, ale tak czy inaczej, bardzo poruszająca książka więc warto przeczytać.
  • awatar OfDead: Muszę się przełamać i znaleźć tę książkę, skoro daje taki efekt. Gratuluję "przebudzenia" ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Była wigilia i nie ma wigilii

Zjadłam dość sporo i to mnie martwi, bo możliwe, że zniszczyłam tym moje 42.2kg które mi wczoraj i dzisiaj rano wybiło, ale jest jeden plus. Moja relacja z mamą i ogólnie rodziną chyba zaczęła się poprawiać. Nie jest jakoś super, ale odziwo nikt się na nikogo nie darł, nik nikogo nie przepychał, nie bił się, nie wybiegał z domu trzaskając drzwiami i ogólnie atmoswera była dość przyjemna. Wprawiło mnie to w osłupienie, bo już przyzwyczaiłam się do kłótni, ucieczek, wrzasków i łez w te jakże "cudowne" dni, a tu taki zing. Jestm pozytywnie zaskoczona i wstąpiła we mnie jakaś nowa nadzieja, że może jednak będzie lepiej. Sama nie wierzę, że to mówię, ale po raz pierwszy od kilku lat jestem zadowolona z przebiegu całej tej beznadziejnej kolacji wigilijnej...
  • awatar Meggie & Natii: Ej, to ja ważę 44 kg ;_; A co do sytuacji to co prawda za ciekawa nie jest ale trzymaj się :} ~Q
  • awatar OfDead: O, zazdroszczę i gratuluję. Sama bardzo bym chciała, aby wigilia przebiegła tak gładko... Piękna waga, nie przejmuj sie. Mam nadzieję, że nic się nie zepsuje.
  • awatar !!!AllTheSame!!!: Mam podobnie z tą wagą dla mnie to raczej straszne i przytłaczające :P Zajrzyj na mojego bloga jeśli Ci się spodoba to dodaj do obserwowanych :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ostatnio coraz częściej mam ochotę z kimś porozmawiać, poszukać pomocy, nawet jeśli miałabym iśc do psychologa co wcześniej tak mnie odpychało. Teraz jest już na tyle tragicznie, że nawet chcę się do niego wybrać.

Moje lęki narastają, nagłe ataki paniki stają się dużo częstsze niż kiedyś. Prawie cały czas czuję czyjąś obecność, wiem, że ktoś mnie obserwuję. Widziałam te oczy, sylwetkę. Chcę myśleć, że to urojenia, ale to uczucie jest na tyle silne, że przestaję to wierzyć. Czuję się jakby ktoś na mnie polował.

Drugą kwestią, są coraz częstsze myśli samobójcze i ogólna niechęć do wszystkiego i wszystkich. No kurwa, bez przesady. To może jakoś mi nie przeszkadza,przyzwyczaiłam się. Mimo wszystko miłobyłoby się tego wszystkiego pozbyć...



  • awatar Meggie & Natii: Ja też mam to ciulate uczucie o obecności. Przykre i męczące :< ~Q
  • awatar BlackCandy: @Charife: Aj, z rodziną gadać nie wolno, nie na takie tematy. A co do psychologa, to właśnie tego się obawiam. Że poinformuje rodzinę. Ale i tak się nie wybiorę, bo musiałabym komuś powiedzieć o tym że mam jakiś problem, więc o czym ja w ogóle myślę? A pozwolę sobie zapytać. Kiedy miałaś ostatnią próbę? Zmartwiłaś mnie okropnie :(
  • awatar Charife: O ja, nawet nie wiem jak to skomentować... Le co do psychologa- nie chcę Cię zniechęcać, ale u mnie sie tylko pogorszyło. Możliwe, że po prostu trafiłam na chujowego. Po 2 wizycie sie pocięłam, bo nie mogłam wytrzymać tego braku zrozumienia i bliskości. Czułam się jakbym obgadywała sama siebie- i to prz kim? Przed obcym człowiekiem! Moja psycholog powiedziała rodzicom o moich próbach samobójczych. Jak można komus takiemu UFAĆ? (Jedyny plus, że wiedziałam, ze oni nic z tym nie zrobią) Dlatego Tobie radzę, zebyś poszła do osoby której ufasz. Wiadomo,że praca i dzieci, ale popros kiedyś wwuja zeby z Tobą porozmawiał od serca.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Staram się coś dzisiaj zrobić,posprzątać jak wypada, ale za nic nie mogę się zmotywować. To i tak jest wszystko bez sensu, Jak ja coś robię, to nigdy nie jest tak jak powinno.

Dzisiaj zjadłam dużo tego czego nie powinam, a mianowicie aż 5 pierniczków. Czyli ok. 200kcal, może trochę mniej. Nienawidzę świąt. W domu pełno jedzenia. Przy stole pełno ludzi, dużo wolnego, nuda. A czego się chce jak się patrzy na jedzących ludzi? JEDZENIA. Pozatym święta są takie sztuczne. puste życzenia, wszechobecna udawana miłość. Bez sensu...

No cóż, muszę się ruszyć i za coś zabrać. Jeszcze prezenty do uszycia. I tak mi nie wyjdzie, ale trzeba zrobić. Nie znoszę świąt.
  • awatar Meggie & Natii: Mam identyczne zdanie na temat świąt. Tracenie kasy. Te sztuczne uśmiechy.. Moi sąsiedzi w wigilię śpiewali kolędy, łamali się opłatkiem i jedli razem a za dwa di były krzyki, przeklinanie, wyrzucanie z domu.. Beznadzieja! To ja mam lepszy kontakt z rodziną bez tych całych świąt..
  • awatar juolka00: strasznie supeeer blog!!! <3
  • awatar pure b0mb: nie będzie źle
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Aj , waga zbyt miła nie jest... Dziś wskazała43,3kg. Było 43.6 we wtrorek, ale coś za wolno to idzie. Tylko tyle? Naprawdę? Co ja robię źle? I na chuj mi to wszystko jak nie ma efektów?

Jednak obmyśliłam plan na dni wolne. Będę "wychodzić ze znajomymi na jedzenie". Oznacza to tyle, że będę zapowiadać, że idę na pizze, czy coś w tym klimacie, a w rzeczywistości będę odbywać bardzo długie spacery w towarzystwie muzyki i bez żadnego jedzenia. Muszę też przygotować kilka prezentów na święta. A że Wigilia jest w środę, a ja z powodu dziwnego braku motywacji do życia odkładałam wszystko na ostatnią chwilę, teraz będę zapieprzać szyjąc pluszaki, robiąc rysunki, stroiki, sprzątając i dekorując choinki w mieszkaniu. Na szczęście te czynności odwiodą mnie od jedzenia co mnie zadowala.

Jutro mam też o 10;00 trening siatkówki, więc polecę bez śniadania na dwie godzinki ćwiczeń, potem posprzątam do obiadu, po obiedzie zrobię stroiki, a potem wezmę się za szycie i nie będzie czasu na przekąski. podwieczorki i inne gówna.

Mam nadzieję, że święta i wigilię też jakoś przeżyję, bo jak co roku zacznie się wciskanie jedzenia na siłę. A jeść trzeba, bo zaraz jest awantura, a ja wolę choć raz w roku nie sprawiać problemów. Muszę coś do środy wymyślić, bo będzie kiepsko...
  • awatar BlackCandy: @pure b0mb: Dasz radę, nie będzie aż tak źle! Przynajmniej masz do kogo jechać <3
  • awatar BlackCandy: @OfDead: Malutko? Przy wzroście 158cm to jest dużo, nawet bardzo dużo. A co do tego "rozchorowania się" to też tak robiłam kiedyś, w sumie dobry sposób.
  • awatar pure b0mb: U mnie już nie robią awantur ale, jadę do chłopaka na święta a tam jeść powinnam bo nie chcę robić z siebie "psychicznej". Bywa i tak.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Tyle razy słyszałam od matki, że przytyłam, żebym nie jadła, od dziadka, że coś dużo ważę ostatnio, że mi uda utyły i tak w kółko. Kiedy byłam młodsza, moja mama nie dawała mi wierzyć, że jestem coś warta i udowadniała, że jestem tylko problemem. Teraz też nieraz słyszę jaka to ja jestem beznadziejna, albo "to mnie nie obchodzi, idź sobie pogadaj z koleżankami". A potem się dziwi, że jestem dla niej oschła i z nią nie rozmawiam.

Jedynymi osobami z którymi rozmawiałam jeszcze nie dawno byli mój wujek(brat mamy)i ciocia(jego żona). To dwie osoby które zawsze dają poczucie bezpieczeństwa i choć trochę pokazują mi, że jestem dla kogoś ważna i że ktoś mnie doceniana. Kocham ich za to najbardziej na świecie, to jedyne osoby do których praktycznie z niczym nie boję się zwrócić. Wujek mnie wychował od małego, kiedy matka studiowała w dzień, on siedział ze mną, żeby później iść i studiować wieczorem, w dodatku łącząc to z pracą. Jestem mu za to ogromnie wdzięczna i teraz kiedy ma już swoje dzieci staram się mu pomagać jak mogę. Ma córkę i synka.
Jego córeczka jest moim skarbem i oddałabym za nią wszystko łącznie z życiem. Kocham ją i dla niej staram się być silna, chcę pomóc w jej wychowaniu, żeby nie popełniała głupich błędów jak ja. Pomimo, że ma wspaniałego ojca, który wiele ją uczy, chcę dać jej coś od siebie.

Niestety przy dwójce małych dzieci jest niezły zapierdziel i trochę straciłam z nimi kontakt(poza przychodzeniem i zajmowaniem się maluchami), co sprawiło, że teraz kompletnie nie mam już z kim gadać.No cóż, bywa.

W każdym razie, od rodziny jakieś wsparcie mam, ale nie czuję się jej znaczącym członkiem, a wsparcie jest raczej znikome, co jest trochę przyke.

Ale nie ma się co nad sobą użalać, albo się zabić, albo być silną. Wybór należy do mnie...
  • awatar pure b0mb: być silną
  • awatar OfDead: Pierwszy akapit niemalże tak samo jak u mnie, tyle że u mnie jeszcze ojciec uwiebia dogryzać "nie jedz, bo będziesz gruba", a jak nie chcesz jeść to się drze... I tak w kółko. Ja dzisiaj podjęłam wybór, gdy już trzymałam tabletki w ręku. Wybrałam jeszcze raz życie. Ty też musisz być silna. Powodzenia.
  • awatar Weronka44: Ej, nie przejmuj się tak! Jeśli coś cię dręczy, możesz pisać przecież o tym na blogu, powierzać swoje tajemnice, a w zamian postaramy się tobie pomóc. Będzie okej. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wiecie co? Mam już tego wszystkiego dosyć. Jestem zmęczona, już mi się życie zaczęło nudzić. Jestem beznadziejna, słaba, głupia, gruba, nie potrafię zaufać, cały czas sprawiam wszystkim problemy. I po co to wszystko? No po co?

Ostatnio mam myśli samobójcze, których już od maja nie było. Próby narazie nie powtórzyłam, ale kto wie co będzie? Moja próba była dość specyficzna, ludzie rzadko wybierają takie sposoby.

Wyszłam do szkoły, idąc zaczęłam płakać, szłam, a łzy płynęły mi po policzkach. Tak bardzo nie chciałam tam znowu iść. Dochodziłam do przejścia dal pieszych i błysnęło miw głowie
"a może by tak wejść?"
I weszłam na oślep na jezdnię, tak sobie po prostu. Ale kurwa nie, bo przecież samochód musiał mnie ominąć. To było idiotyczne. A potem jak zawsze poszłam do szkoły i śmiałam się tak jak się śmieję zawsze. Bez sensu, jakby nic się nie stało.

Jestem małą, dziwną psychopatką, no cóż, bywa.
  • awatar pure b0mb: warto żyć
  • awatar AlchemicStories: też tak kiedyś zrobiłam, a później szłam na wprost jadącego samochodu ale cudem mnie ominął ;-;
  • awatar Gość: nie rób tak więcej nigdy!! Jesteś strasznie, strasznie cenna...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jestem wściekła! To co dzisiaj pochłonęłam mogłoby mi starczyć na 3 dni. Kompletna porażka! Wigilia klasowa to przekleństwo. Nigdy więcej. Jutro postaram się nie przekroczyć 300kcal. Ale dziś? Dzisiejszy dzień to kompletna klapa. Powinnam się jakoś ukarać za to co zrobiłam. W dodatku zero ćwiczeń. Szkoda gadać, poległam. Jutro mam na szczęście 2 godziny treningu z piłki na hali i będę mogła zrobić jakiś dłuższy spacer, więc mam nadzieję, że utrzejszy dzień będzie lepszy.

Zdjęcie moich okropnych, grubych nóg, teraz mam wrażenie, że są jeszcze gorsze niż wtedy...

Podsumowując: JEDNA WIELKA PORAŻKA.

  • awatar BlackCandy: @OfDead: Wzajemnie :) Przeklinam wszystkie imprezy tego typu, podsuwają pod nas wszystko, czego nie powinno się nawet oglądać...
  • awatar OfDead: Witaj moja bratnia duszo. Przeżyłam dzisiaj to samo, więc wiem co czujesz. Powodzenia na kolejne dni ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Czasami człowiek ma ochotę z kimś pogadać, wyrzucić trochę z siebie, ale nie ma nawet do kogo gęby otworzyć... To boli, świadomość, że nie ma nikogo kto by posłuchał, że nikogo nie obchodzisz, że do nikogo nie możesz mieć zaufania. Męczące to strasznie. Rodzina ma cię gdzieś, przyjaciół brak, osoby na których nam zależy mają inne towarzystwo. Nie mam już do tego siły.

Od bardzo dawna mam ochotę się do kogoś przytulić, czy chociaż pogadać, ale co z tego? NIKOGO TO NIE OBCHODZI.

Jest pewna osoba, strasznie zabawna,miła, z fajnym charakterem,inteligentna, dobrze wyglądająca i chyba mi się spodobała. Mogę z nim gadać bez przerwy. W sumie tylko z nim. Nie mówię, że jestem szaleńczo zakochana, ale już od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie. Zwykłe cześć z ust tej osoby wywouje atak jakże rzadkiego zjawiska jakim jest mój w pełni szczery uśmiech. Nie wiem co się dzieje, ale na pewno się NIE PRZYZNAM. Nie wolno mi popełnić tego błędu. Nie mam u niego szans, najmniejszych szans. Zostałabym wyśmiana. Nawet jeśli nie przez niego, to przez jego znajomych i resztę szkoły...

Zachowuję się jak idiotka, tracę siłę woli, JEM! A to już jest masakra! Nie mam na to siły, tracę kontrolę, jest coraz gorzej. Żyletka ciagnie coraz mocniej, nie wyrabiam. Jedyne marzenie to iść spać i obudzić się chuda i bez żadnych problemów. Ta, chciałoby się...
  • awatar OfDead: Pierwszy akapit jest niemalże żywcem przepisany z mojego życia. Miała wrażenie, że czytam o sobie, więc wiem jak się czujesz. Co do drugiego, no cóż. Może to właśnie jest jakieś światełko w tunelu, które karma ci daje w zamian za te wszystkie czasy cierpienia? Chciałoby się, ale mam nadzieję, że tak jest. Tego ci życzę. Powodzenia ;)
  • awatar Klaudzia & Kamcia: Masz szanse napewno ! Nie martw się ! Jesteś napewno śliczną oosobą ! Dasz rade tez przechodzilam przez taka sytuacje , ciełam się ale to noc nie dało oprócz chwilowej ulgi ;c Zapraszam ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Tak, mam przyjaciół... Jasne, szkoda, że im nie ufam, że kiedy mnie nie ma jestem obmawiana. Kiedy już coś powiem to jest głupi uśmiech, z jednej strony obojętność, z drugiej zakłopotanie, wtedy zmieniam temat i jestem taaaka wesoła. W zasadzie to ja chyba nigdy nie miałam przyjaciół. Kiedyś z nimi "rozmawiałam", ale było jakbym gadała ze ścianą. Mówisz tej osobie wszystko co męczy, dręczy i nie daje spać, żeby uszłyszeć kompletnie obojętne "będzie dobrze". Jaki to ma sens? Żaden.

Od tego się zaczęły rozmowy z żyletką, obijanie o ściany i inne dziwne zachowania.

Niby mam kilku przyjaciół, ale nic im nie mówię, wiem, że mają to gdzieś. Jednak ja staram się zawsze być z nimi, w tych dobrych i tych złych chwilach. Czym się odpłacają? Spojrzeniami jak na dziwadło, kiedy tylko zdarzy mi się wypowiedzieć coś co nie jest wyrazem szczęścia i zadowolenia. W dupę z taką przyjaźnią...
 

 
Samookaleczanie jest poważnym problemem, uzależnia tak samo jak papierosy czy narkotyki.Jest też źródłem wielu problemów. Ludzie rzadko próbują pomóc, czy w ogóle zrozumieć lub zaakceptować. Na ogół wyśmiewają oraz unikają takich osób, co prowadzi tylko do pogłębienia problemu.

Sama mam z tym pewne doświadczenie. Skończyłam z tym, ale blizny są. Są i będą już zawsze. Nie ukrywam, ostatnio coraz częściej znów ciągnie mnie do żyletki. Staram się nie dawać, ale jest ciężko i coś nie coś pojawia się na mojej skórze. Z tym jest trochę jak z aną.Zaczniesz, wciągniesz się, rzucisz, ale potem i tak przez cały czas coś Cię kusi i nie ma od tego ucieczki...

Naprawdę, moim zdaniem nie warto! Na początku daje jakiegoś dziwnego kopa, trochę uspokaja, ale potem... Potem już nic to nie daje. Przyzwyczajasz się do tego, uzależniasz, mimo tego, że nie przynosi już ulgi jest zapóźno. Orjentujesz się, że nie możesz przestać, a na ciele pojawiają się coraz to nowe blizny. Gdybym mogła cofnąć czas to może nigdy nie sięgnęłabym po żyletkę.

Teraz odnalazłam inne sposoby na wyładowanie emocjii. Coś narysuję, poszukam obiektu do fotografowania i robię zdjęcia, skupiam się na ćwiczeniach, szyciu lub sprzątaniu. To lepsze rozwiązania. Niestety w najgorszych momentach ciągnie mnie coraz mocniej, bo nie tak łatwo się z tego wyzwolić...Kochani, nie warto, pamiętajcie. Później podam wam tutaj mój e-mail czy jakikolwiek inny kontakt. Możecie pisać, ja z chęcią porozmawiam.

Teraz trochę o dniu dzisiejszym:

-30 min szybkiego spaceru
-75 brzuszków
-75przysiadów
-50 wymachów(na każdą nogę)
-50 skrętoskłonów
-40 wymachów rąk
Dzisiaj mało ćwiczeń, ale w środy mam strasznie zabiegany dzień... Jutro będzie lepiej

Bilans:
Śniadanie:
2jajka na twardo z łyżeczką majonezu-222kcal
2 śniadanie:batonik i jedno ciastko belvita- 178kcal
Obiad:Spaghetti z sosem z pomidorów-ok.350kcal
Podwieczorek:Brak
Kolacja:Brak

Razem:750kcal/700kcal

Jestem zrozpaczona.Nie miałam nawet pojęcia,że aż tyle się nażarłam! Jestem na siebie wściekła, w takim tempie na pewno nie schudnę...
  • awatar OfDead: Sama przechodziłam (i przechodzę... tak jakby) okres samookaleczania się. To zostaje w psychice. Napad i bach. U mnie działa to na tej zasadzie, ze albo wbić paznokcie w żyły, albo uderzyć z rozmachu nadgarstkiem w cienką szybkę. Napad. Rzadki to rzadki, ale napad. Jutro będzie lepiej, nie przejmuj się. Powodzenia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Po chorobie wracam do diety. Chyba narazie będę się opierać na 700kcal i powoli będę zmniejszać do 500kcal. Nie robiłam dziś bilansu i nie sprawdzałam kaloryczności tego co jadłam,więc okaże się za chwilę.

Chcę dołączyć do pro-any, chcę być motylem. To mój cel. Każdy posiłek który odpuszxzam, pżybliża mnie do any, do bycia piękną. To czyni mnie silniejszą i daje poczucie kontroli chociaż nad tą jedną kwestią.

Bilans:
Śniadanie:Kanapka z wędliną-115kcal
2 Śniadanie:Brak
Obiadół tależa zupy, kajzerka- 330kcal
Podwieczorek: Batonik-102kcal 1mandarynka-27kcal
Kolacja:Kromka chleba(sucha)-64kcal
Bez posiłku:2 kubki herbaty/3 łyżeczki cukru(łącznie)-60kcal

RAZEM:698Kcal/700kcal
Waga:43.5kg przy wzroście 158cm
1 cel:40kg

Mogłoby być lepiej, ale nie jest też najgorzej,z każdym dniem postaram się być silniejsza w tym co chcę osiągnąć.
  • awatar BlackCandy: @OfDead: Dziękuję i wzajemnie ;) Narazie to 1 cel, później wyznaczę następny. Mam nadzieję, że wytrwam, że obie wytrwamy.
  • awatar OfDead: O jeju, jak malutko ci zostało. Zazdroszczę. Przede mną niestety dużo dłuższa droga, ale trzymam za ciebie kciuki i życzę wytrwałości ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dlaczego ludzie tak nagle odchodzą? Śmierć przerywa wszystko bez ostrzeżenia! Pamiętajmy o tym, szanujmy ludzi, bo mogą zejść w każdej chwili... Np. Jest sobie fotograf, ma umówione spotkanie, nie przyjeżdża, a Wojtek znajduje go kurwa martwego w pracowni! A ty nie możesz nawet jechać na pogrzeb bo masz jebane 39 stopni gorączki! A miesiąc wcześniej pytał się mnie kiedy przyjadę na sesję...

Nigdy nie wiadomo co może się zdarzyć, więc korzystajmy z tego co mamy i żyjmy najlepiej jak się da
  • awatar BlackCandy: @Pearlita: Racja, ciężko się z tym od razu oswoić, zawsze jest to silny cios. Zwłaszcza jeśli przychodzi kompletnie bez zapowiedzi zabierając zdrowego człowieka
  • awatar Pearlita: Nagła śmierć to zawsze szok dla otoczenia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
To mój pierwszy wpis tutaj.Powiem szczerze, będę w tym wpisie trochę nudzić, więc czytasz to na własną odpowiedzialność ;-;

Założyłam bloga, po to, żeby móc gdzieś anonimowo wypisywać głupoty które siedzą mi w głowie i tym samym przedstawiać wam moje dziwaczne poglądy

Oto, co męczyło mnie w dniu dzisiejszym, mam nadzieję, że komuś się może przyda i zapraszam do późniejszego komentowania i rozmowy


Nie znoszę głupich ludzi i nigdy nikogo nie zwodzę. Jeżeli działasz mi na nerwy, to możesz być pewny, że Ci to powiem. Nie chodzę jak zombie za grupą i mam w dupie czy innym podobają się moje wybory. Każdy ma prawo wyboru własnej drogi i musicie o tym pamiętać, bo to wy jesteśćie panami własnego losu. Grupa debili, mówiących: "Chodź, zrób to, jak nie zrobisz co każemy, to jesteś leszcz" nie zaprowadzi Cię nigdzie dalej niż w tak zwane bagno, którym w tym wypadku mogą być nałogi, kłopoty z nauczycielami i inne problemy. Nie mówię, że powinieneś być aniołkiem i zyć bez ryzyka, ale ma to być twój wybór i masz być przekonany, że ty tego chcesz, a nie jakaś banda pacanów. Kończąc, powiem tyle, żyj po swojemu i nie goń grupy "przyjaciół" która jest z tobą dopóki robisz to co oni uważają za fajne. Prawdziwi przyjaciele będą z tobą niezależnie od tego czy będziesz się zachowywał jak reszta, czy będziesz miał własne zdanie,przyjaciel, będzie kochał Ciebie, a nie osobę którą udajesz,żeby przypodobać się tym wszystkim którzy i tak Cię opuszczą przy najbliższej okazji. BĄDŹCIE SOBĄ, WYRAŻAJCIE SWOJE ZDANIE I NIE IDŹCIE ZA GRUPĄ! Nie będziecie mieć wtedy setek przyjaciół, będzie ich kilku, ale możecie być pewni, że będą to właśnie Ci prawdziwi